Wielki Dzieciak
Kiedy zaczęłam uczyć, miałam dopiero dwadzieścia lat i ważyłam około 46 kilogramów. Jeden z moich uczniów z klasy języka mówionego miał dwadzieścia jeden lat i 130 kilogramów wagi. Dyrektor przyprowadził go na moje zajęcia, kazał usiąść w ławce i powiedział:
- W tym roku musimy pozbyć się tego dzieciaka... więc niech go pani przepuści bez względu na wszystko!
To było moje pierwsze nauczycielskie doświadczenie w szkole średniej. Byłam dopiero jeden dzień w pracy i "niech go pani przepuści bez względu na wszystko" było sprzeczne z moimi zasadami. Odpowiedziałam więc dyrektorowi:
- Nie, przepuszczę go, ponieważ będzie na to zasługiwał. Na pewno zaliczy, gwarantuję to.
"Dzieciak" był najmłodszy z siedmiu braci. Wszyscy byli tak samo dobrze zbudowani i nie pozwalali mu zrezygnować ze szkoły, dopóki nie zdobędzie dyplomu. Przechodził więc z klasy do klasy, zdobywając przeważnie bardzo słabe oceny.
Uczniowie usiedli na miejscach, a ja się przedstawiłam, określiłam swoje wymagania i poleciłam, by opisali coś dobrego, co uczynili dla innych.
- Zacznijcie przygotowywać to, o czym chcecie powiedzieć - poleciłam, ale Wielki Dzieciak, jak nazywano go niezbyt czule, nie zabrał się do pracy. Po prostu siedział bezczynnie i to wszystko.
Ruszyłam w jego kierunku, lecz wtedy jeden z uczniów zatrzymał mnie i powiedział:
- On nigdy niczego nie robi. Niech pani się nim nie przejmuje.
Podziękowałam za radę, ale zignorowałam wypowiedziane w dobrej intencji słowa i usiadłam obok Wielkiego Dzieciaka. Spojrzałam mu prosto w oczy, jakbym dorównywała mu wzrostem, i powiedziałam:
- Zaczynajmy.
- Nie będę niczego robić - odparł z uśmiechem, który miał dać mi do zrozumienia, że jest to ostateczne i nieodwołalne postanowienie.
- Nie masz wyjścia - stwierdziłam i spojrzałam na niego z taką stanowczością, jakbym była większa, wyższa i silniejsza od niego. Odwzajemniłam uśmiech, zamilkłam na moment, a potem zaczęłam mówić dalej, jakby zgodził się, że przygotuje swoją wypowiedź. (Dla mnie nie była to próba siły woli, lecz siły racji).
- Zobaczmy... Coś dobrego, co zrobiłeś dla kogoś innego...
Zaczęliśmy rozmawiać i wkrótce okazało się, że zbudował domek na drzewie dla swojego bratanka. Wszyscy bracia Wielkiego Dzieciaka byli cieślami i zrobili w domu wszystko oprócz domku dla bratanka. Tak więc pewnego dnia postanowił, że zrobi go sam. Opowiadał to we wspaniały sposób, przepełniony miłością do bratanka, dobrocią i niespotykanym wyczuciem potrzeb drugiego człowieka. Szczegółowo opisał swojego bratanka, a potem dodał z uśmiechem, który rozjaśnił mu twarz:
- Mały śmiał się z całego serca, kiedy postawiłem go w tym domku. A potem spojrzał na mnie, jakbym uczynił go Królem Gór. Wie pani - dodał, potrząsając z niedowierzaniem głową. - Wszyscy myśleli, że oszalałem, robiąc dla niego ten domek, bo jest kaleką.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. Moje były przepełnione łzami. Podziękowałam mu za tę przepiękną historię uśmiechem "z całego serca".
- Mam dla ciebie nagrodę - powiedziałam. - Będziesz... pierwszy!
Zanim zdążył powiedzieć słowo, uciszyłam klasę i zakomunikowałam:
- Mamy naszą pierwszą wypowiedź.
Wielki Dzieciak spojrzał na mnie z przerażeniem, jakby stanął twarzą w twarz z największą przeszkodą swojego życia. Zaprowadziłam go szybko na środek klasy.
- Powiedz im dokładnie to, co opowiedziałeś mnie - szepnęłam. - Miej odwagę być Królem Gór, tak jak nauczył cię tego twój bratanek. Wierzę, że potrafisz to zrobić! - dodałam zachęcająco.
Po chwili wahania w końcu otworzył usta i zaczął mówić. Położył ręce na czubku głowy, a stara zniszczona koszula odsłoniła wielki wydęty brzuch, który zwisał nad paskiem od spodni. Wielki Dzieciak kręcił się niespokojnie; najwyraźniej czuł się nieswojo i zmagał się z sobą.
Pokiwałam głową.
- Zaczynaj - powiedziałam samymi ustami. - Nie ma wyjścia...
...poza drogą do serc wszystkich obecnych w tej klasie. Kiedy skończył wypowiedź, nie było ani jednej suchej pary oczu w tej klasie złożonej z samych wyrafinowanych i mądrych uczniów ostatniego roku oraz ich nauczycielki. Zapadła cisza. Stał tam, bezradny, pozbawiony nadziei, a wtedy wszyscy skoczyli na równe nogi i zgotowali mu głośną owację. Wielki Dzieciak delektował się tą chwilą, delektowaliśmy się nią wszyscy. Dałam mu piątkę.
- Jeszcze nigdy nie dostałem piątki! - krzyknął.
- Podarowałeś nam coś wspaniałego, opowiadając nam swoją historię, więc zasłużyłeś na piątkę - obruszyłam się.
Od tej chwili Wielki Dzieciak z każdym kolejnym zadaniem wspinał się na pozycję "pierwszego mówcy". Nigdy w życiu nie widziałam, by ktoś robił takie postępy. Inni uczniowie stali się jego przyjaciółmi, a on zaprzyjaźnił się z nimi. Nadal nazywali go Wielkim Dzieciakiem, lecz teraz było w tym wiele serdeczności. Uczniowie bardzo się zżyli, wspierali wzajemnie i każdy miał wielką ochotę, by mówić. Ale to jeszcze nie wszystko...
W następnym semestrze Wielki Dzieciak aktywnie uczestniczył w zajęciach dziennikarskich, które prowadziłam. Mieliśmy wydać szkolną gazetę. Ratunku! Nigdy w życiu nie prowadziłam zajęć z dziennikarstwa. Nigdy nie składałam gazety i nie pracowałam nad rocznikiem, nawet gdy byłam w szkole średniej. Studenci, którzy byli na drugim roku dziennikarstwa, zapytali mnie, gdzie są matryce.
- Pokażcie mi te matryce, kiedy je znajdziecie - powiedziałam, bo nie miałam najmniejszego pojęcia, jak wyglądają. Zaczęłam więc studiować odpowiednią książkę i wiele się nauczyłam.
Ale nie nauczyłam się nawet w połowie tego wszystkiego, czego nauczył się Wielki Dzieciak. Na lekcjach odkryłam, że nie potrafi czytać ani pisać. Byłam przerażona polityką "przepuść-go-i-zapomnij", która w tamtym czasie była popularna w naszej szkole.
W jaki sposób miał wykonywać swoje zadania, jeśli nie potrafił czytać i pisać?
Nie ma wyjścia.
W porządku! Podjęłam się tego wyzwania. Aby wykonać swoje zadanie, Wielki Dzieciak zbierał historie, robiąc wywiady z innymi uczniami. Zwierzył się jednemu ze studentów drugiego roku dziennikarstwa, że nie potrafi pisać, i co tydzień dyktował mu swoją opowieść. Wkrótce inni studenci dowiedzieli się o braku tych umiejętności i z ochotą zaoferowali mu pomoc.
W tamtych czasach nie było w szkołach średnich nauczycieli, którzy uczyliby czytania i pisania, więc Wielki Dzieciak zdobył te umiejętności dzięki swoim kolegom.
Pod koniec roku potrafił już czytać i pisać. A oto, co napisał:
Coś dobrego, co wy uczyniliście dla mnie
Dziękuję Wam. Mam nadzieję, że odpłacę innym tym dobrem, które uczyniliście dla mnie.
Wielki Dzieciak nauczył się czytać i pisać i robi dyplom!
Dostał piątkę i nagrodę dla studenta, który zrobił największe postępy.
Joyce Belle Edelbrock
Życzenia dla nauczycieli !!!